Stara
zasada krzyczy wręcz do naszych uszu, że żeby kiedyś, powiedzmy w okolicach
czterdziestki, móc pisać jakieś autorskie felietony, najpierw trzeba przez
chude lata dostać po głowie od bardziej doświadczonych, ponewsować o kolorowych
tramwajach, festiwalach, co to nikt na nie nie przychodzi i innych sprawach, co
to mało kogo w ogóle obchodzą. Inna rzecz, że żeby stworzyć rzeczony felieton,
wypadałoby się najpierw dowiedzieć, co to za czort i z czym się go w ogóle je.